Warsztaty zakończone!
Wstawiam pare fotek z zajęć i lotów.
Zajęcia rozpoczeły się oczywiście od teorii, poruszone były takie kwestie jak aerodynamika lotu, sposoby lądowania, ogólne warunki bezpieczeństwa oraz rozpiski co do wymiarów i rodzaju napędu modeli.
Warto dodać, że każdy młody adept miał możliwość osobiście podpalic lont prowadzący do małej górki czarnego prochu.
Cel był prosty, naoczne i namacalne oswojenie się z prochem, skutkami jego zapłonu, a przez to nabrania szacunku do tego materiału.
Podczas pierwszego spotkania odbył się llot pokazowy rakiety należacej do starszej grupy Harcerz z Supraśla.
Uczesttnicy warsztatów otrzymywali każdorazowo zadania do wykonania w domu. Zjdęcia poniżej przedstawiają ostatnie spotkanie, na którym odbywał się montaż podzespołów, wyważanie rakiet, oraz prace wykończeniowe.
Chłopakowi na poniższej fotce każdorazowo towarzyszył tato, osobiście uważam, że byli najbardziej zaangażowani i pracowici, oczywiście reszta grupy dotrzymywała im kroku, lecz podejście było wręcz wzorowe - staranne i sumienne wykonywanie poszczególnych kroków.
I choć ich rakieta zaliczyła kreta - rozłożenie rakiety ale brak spadochronu, to jeszcze raz ściskam im elektroniczną prawicę i zachęcam do kolejnych zajęć.
Piotr udziela wskazówek odnośnie sprawnego i równego docięcia poszczególnych kompletów taśm hamujących.
A tutaj odbywa się szlifowanie przelotek
Członkowie Supraskiej grópy przywieźli swój model...
który to wymagał ponownego przyklejenia uszkodzonej lotki
Żmudna nauka porpawnego składania spadochronu
No dobra! To teraz pytanie: "Którą stroną wkłądamy silnik"?
Po zamontowaniu silników czas na ostatnie wyważanie rakiet.
Piotr, zapoznał młodych z obsłóga programu openrocket, oraz na bieżąco konrtolował warunek stabilności. Zadaniem dla uczniów było mierzenie poszczególnych wymiarów statecznika oraz przekonanie się jak łatwo program liczy i ryusuje model.
Ok, modele gotowe, czas przejść na łąkę....
Słończe powoli zachodziło, ale za to niebo było czyste, praktycznie brak wiatru - czego więcej chcieć?
Pamioątkowej fotki oczywiscie!
Wyrzutnie już rostawione, czas startować.
Każdy odpalał swoje dzieło osobiście, oczywiście pod czujnym okiem Piotra, który dopilnował właściwego ustawienia rakiety na pręcie, oraz poinstuował w kwestii zakładania stopiny.
Odpalamy!
chwilkę później....
Rakieta wylądowała blisko i w całości, więc przyszedł czas na następne
Czas przyszedł na to co tygrysy i gumisie lubią najbardziej - ROS 40
Ostatni instruktarz
Ustawienie na wyrzutni....
Dajcie żaru!!
Niestety, poraz kolejny rakieta okazała się szybsza od fotografa....
Nie wylądowała miękko, lecz myślę że zostanie odbudowana, i odnaleziona zostanie przyczyna braku spadochronu.
Ja osobiście obstawiam, że podsypki było zbyt mało, lub uciekła ona bokiem, a sam spadochron zaklinował się tuż na końcu rury.
Kolejna rakieta na rosie
Lekki powiew wiatru i małą rakietkę zwiało aż pod las...
Lotów było jeszcze kilka, ale niestety fotki nie najlepsze.
Pozdrawiam uczestników warsztatów oraz zachęcam do kontunuowania przygody z rakietami.
Piotrowi oczywiście jeszcze raz wielki ukłon za KAWAŁ ciężkiej pracy jaką włożył w te zajęcia!
Houm!
