Mity dotyczące saletry i cukru.. - czyli cała prawda
: poniedziałek, 27 sie 2007, 18:58
Otóż tak - zrobiłem sporo testów i doświadczeń z tymi składnikami w ich mitycznym połączeniu "wybuchowym" więc mogę coś o tym powiedzieć i napisać i wreszcie obalić kilka mitów tej "wspaniałej", "boskiej mieszanki", któa okazuje sie nie być znó taka "boska" jak to nie którzy określają..
Ale do rzeczy:
- na początku wg zeleceń wszystko robiłem oczywiście ostrożnie i delikatnie - bo straszyli poparzeniami itp głupotami.. a więc ucierałem osobno, mieszałem delikatnie, Ale gdy się że przez to może się nie zapalić - i się nie paliło wcale - zacząłem robić wszystko hard-core.. - i co..? - głowy mi jeszcze nie urwało.. Ludzie!!- ta mieszanka jaest tak bezpieczna że nawet przedszkolaki mogą się tym bawić.. - żeby zrobić odpowiednio palną mieszankę trzeba się naprawdę napocić, a o eksplozji nie ma nawet mowy (w stanie wolnym). Mieszam i mieszałem połaczone składniki w porcelanowym półmisku moździeżem ucierając z dużą siłą, wygotowywałem wszystko na ogniu bez mieszania aż do końca (spalnie garka) i nic sie nie stało, nie wybuchło, nie było pożaru tylko kipienie i nic pozatym. żeby wysuszoną na pył mieszankę odpalić trzeba z 5 sekund grzać ją zapałką lub zapalniczką (a nawet dłuzej). Mieszanka po zrobieniu i wyschnięciu, ponownie zaczyna strasznie szybko pobierać wilgoć z otoczenia (nwet będąc już w silniku) - niezależnie od gatunku i ilości zawartego cukru, magazynuje wilgoć w wodę i jest mokra jak śnieg co praktycznie wyzerowuje jej właściwości palne.. - jedyne co mi sie udało odpalić to zmiażdżony zaschnięty karmel i sprasowany w korpusie silnika.. - to nawet się paliło ale odpalenie też nie było proste..
Może jestem ryzykantem - ale nawet trzymałem w ręku odpalony średniej wielkości silniczek (ok 1cm średnicy) pracujący kilkanaście sekun - przy spalaniu czołowym.. - ja wiem że to było nieodpowiedzialne.. - ale silniczek był już bez dyszy i nie dawał żadnego ciągu (kartonowa dysza spłoneła podczas kilkudziesięciu prób odpalania go), najpier dymił jak świeca dymna potem już zaczął palić się centymetrowym strumieniem żółtego ognia jak palnik trzymałem go w dwóch palcach czując jak cały drga pracując przy spalaniu mieszanki, która gdy już zacznie - to się pali ale tak naprawdę jest strasznie oporna na podpalanie.. Silniczek kika razy rzucałem na trawę ale był bez ciagu wiec nie robił akrobacji, explodować też nie móg bo ciśnienie było bliskie zeru - choć bym już tego nie powtórzył - to jednak warto było zaryzykować i pozaglądać do wnętrza z małej odległości palącego się silnika i zaobserwować zachodzące w środku reakcje spalania gołym okiem.. - powótrzę jeszcze raz - może to było nie ostrożne - ale uwierzcie po tylu dniach i dziesiątkach prób odpalania tych silników i mieszanek zwięczonych frustracją człowiek przestaje się obawiać - a każdy kolejny dzień prób podaje na to argumenty. Ja nie wiem - może mam jakąś cilową tą saletrę (co do cukry chyba nie można mieć pretensji) - ale kupowałem już dwie różne (spożywcze) i zachowywały się identycznie. Nie wiem czemu to paliwo w stanie stałym po wyszuszeniu po jakimś czasie znów jest mokre i nie można go wysuszyć.. - t bez sensu.. - ja moze się coś tak mokrego palić..?
Nie wiem jak w ogóle komu kolwiek udaje się zrobić z tego silniki.. - u mnie narazie nie ma w tym sukcesu.. - może ktoś coś doradzi żebym zmienił zdanie - bo narazie przestałem się w ogóle bać tej substanji.. - na dzień dzisiejszy wg mnie mogą się tym bawić młode nastolatki.
To "paliwo" to lipa i jest zbyt czasochłonne w produkcji do efektów użycia. Nie opłaca się za bardzo. Chyba że koś ma za dużo kasy i czasu.
pzdr.
Ale do rzeczy:
- na początku wg zeleceń wszystko robiłem oczywiście ostrożnie i delikatnie - bo straszyli poparzeniami itp głupotami.. a więc ucierałem osobno, mieszałem delikatnie, Ale gdy się że przez to może się nie zapalić - i się nie paliło wcale - zacząłem robić wszystko hard-core.. - i co..? - głowy mi jeszcze nie urwało.. Ludzie!!- ta mieszanka jaest tak bezpieczna że nawet przedszkolaki mogą się tym bawić.. - żeby zrobić odpowiednio palną mieszankę trzeba się naprawdę napocić, a o eksplozji nie ma nawet mowy (w stanie wolnym). Mieszam i mieszałem połaczone składniki w porcelanowym półmisku moździeżem ucierając z dużą siłą, wygotowywałem wszystko na ogniu bez mieszania aż do końca (spalnie garka) i nic sie nie stało, nie wybuchło, nie było pożaru tylko kipienie i nic pozatym. żeby wysuszoną na pył mieszankę odpalić trzeba z 5 sekund grzać ją zapałką lub zapalniczką (a nawet dłuzej). Mieszanka po zrobieniu i wyschnięciu, ponownie zaczyna strasznie szybko pobierać wilgoć z otoczenia (nwet będąc już w silniku) - niezależnie od gatunku i ilości zawartego cukru, magazynuje wilgoć w wodę i jest mokra jak śnieg co praktycznie wyzerowuje jej właściwości palne.. - jedyne co mi sie udało odpalić to zmiażdżony zaschnięty karmel i sprasowany w korpusie silnika.. - to nawet się paliło ale odpalenie też nie było proste..
Może jestem ryzykantem - ale nawet trzymałem w ręku odpalony średniej wielkości silniczek (ok 1cm średnicy) pracujący kilkanaście sekun - przy spalaniu czołowym.. - ja wiem że to było nieodpowiedzialne.. - ale silniczek był już bez dyszy i nie dawał żadnego ciągu (kartonowa dysza spłoneła podczas kilkudziesięciu prób odpalania go), najpier dymił jak świeca dymna potem już zaczął palić się centymetrowym strumieniem żółtego ognia jak palnik trzymałem go w dwóch palcach czując jak cały drga pracując przy spalaniu mieszanki, która gdy już zacznie - to się pali ale tak naprawdę jest strasznie oporna na podpalanie.. Silniczek kika razy rzucałem na trawę ale był bez ciagu wiec nie robił akrobacji, explodować też nie móg bo ciśnienie było bliskie zeru - choć bym już tego nie powtórzył - to jednak warto było zaryzykować i pozaglądać do wnętrza z małej odległości palącego się silnika i zaobserwować zachodzące w środku reakcje spalania gołym okiem.. - powótrzę jeszcze raz - może to było nie ostrożne - ale uwierzcie po tylu dniach i dziesiątkach prób odpalania tych silników i mieszanek zwięczonych frustracją człowiek przestaje się obawiać - a każdy kolejny dzień prób podaje na to argumenty. Ja nie wiem - może mam jakąś cilową tą saletrę (co do cukry chyba nie można mieć pretensji) - ale kupowałem już dwie różne (spożywcze) i zachowywały się identycznie. Nie wiem czemu to paliwo w stanie stałym po wyszuszeniu po jakimś czasie znów jest mokre i nie można go wysuszyć.. - t bez sensu.. - ja moze się coś tak mokrego palić..?
Nie wiem jak w ogóle komu kolwiek udaje się zrobić z tego silniki.. - u mnie narazie nie ma w tym sukcesu.. - może ktoś coś doradzi żebym zmienił zdanie - bo narazie przestałem się w ogóle bać tej substanji.. - na dzień dzisiejszy wg mnie mogą się tym bawić młode nastolatki.
To "paliwo" to lipa i jest zbyt czasochłonne w produkcji do efektów użycia. Nie opłaca się za bardzo. Chyba że koś ma za dużo kasy i czasu.
pzdr.
