Strona 2 z 2

: środa, 30 gru 2009, 18:00
autor: PIOTR
Dzięki :idea: Przypomniałem sobie o pewnej Sowieckiej konstrukcji: monster + ekstremum + arcytrudne do wykonania ale ciekawe.

http://www.youtube.com/watch?v=wvyXdcLRfFs



Silnik, a lepiej silniki o baaaaaardzo długim czasie pracy. Przecież musisz wrócić do brzegu :)

: środa, 30 gru 2009, 18:30
autor: Gość
Silnik wystarczy jeden, bo łódź miałaby pływać po stawie, który ma ok 10m długości

: środa, 30 gru 2009, 20:43
autor: PINOT
Być może powinieneś rozważyć silnik hybrydowy. Ma, wprawdzie ograniczoną, ale jednak zdolność regulacji ciągu (oczywiście nie w trakcie pracy) i w razie czego można zaprojektować go tak, aby mieć możliwość wyłączania, jeśli np. coś będzie nie tak ze sterowaniem.



Co do rakietowych stałopaliwowców, można zastosować baterię małych silników odpalanych zdalnie jeden po drugim (wtedy, kiedy ciąg jest potrzebny) lub silnik o niskim ciągu, ale długim czasie pracy jak np. jetex lub pinojet

: środa, 30 gru 2009, 21:40
autor: Paul
Ty to jestes dobry :lol: :lol: :lol: Nie wymagasz troche za duzo od 13-to letniego chlopaka. Z tego co wiem, to w Polsce jeszcze nikt takiego silnika nie zbudowal.

A teraz tak na powaznie: Cala ta dyskusja to prowadzi do niczego. Lodz rakietowa na stawie o 10m dlugosci. Ludzie o czym my tu dyskutujemy.

Jesli cie znudzily silniki elektryczne, to bardzo fajny jest rowniez naped na pare ktory mozna bardzo latwo zrobic samemu.

Dwie rurki, zbiorniczek i od spodu swieczka , albo wanienka z denaturatem.

Super zabawa!!!



Paul

: środa, 30 gru 2009, 22:08
autor: Bullet
Popieram Paula w 100%.

Sam mam 12 letniego syna i gdybym się dowiedział że sam karmelka smaży, to bym mu nogi z d... powyrywał.

Oczywiście nie chcę zniechęcać do modelarstwa, ale na babranie w chemii masz jeszcze trochę czasu.



A przy okazji - jeśli wykonałeś aż 11 konstrukcji to może wrzuć fotki choć trzech. Z chęcią zobaczę motorówki wykonane przez 13 letniego modelarza.

: środa, 30 gru 2009, 22:10
autor: wapniak
Jak byłem całkiem młody(sam tego już nie pamiętam) to robiłem takie łódki ze styropianu. Za silnik robiło pudełko po paście do obuwia, wypełnione saletrą z cukrem, dysza to otworek po wyrwanym otwieraczu tejże puszeczki. Szło to po wodzie jak głupie...I jeszce żyję i ciągle mam "głupie" pomysły, hehehe.

: środa, 30 gru 2009, 22:21
autor: KSard
Witam

A ja jak byłem w wieku Feresa 95 robiłem łódeczki z kory sosnowej napędzane właśnie silnikami rakietowymi podwieszonymi pod dnem.

Silnik zbudowany był z gilzy myśliwskiej (jeszcze wtedy były papierowe) z wybitą spłonką. Do środka ładowałem mieszankę prochu czarnego spowolnioną klejem kauczukowym ( - nazwa handlowa Skorolep - używany miedzy innymi do przyklejania opon rowerów wyścigowych marki Huragan, lub Faworit: może jeszcze ktoś pamięta :D ). Mieszankę tę nazywałem Scout.

Tak wykonany silnik nie zawierał kanału - spalał się wolno - typowe spalanie czołowe. Łódź zasuwała po wodzie fantastycznie, pozostawiając za sobą piękny ślad w postaci piany. Czas pracy o ile pamiętam to 12-15 sekund.

Silnik zapalany był nad wodą i pracował w całkowitym zanurzeniu nie gasnąc.