Cześć
Z tym ubezpieczeniem to bym nie demonizował. Jeżeli nasza rakieta narobi komuś szkód to po prostu zapłacimy za nie z własnej kieszeni... i tyle.
Ktoś kto robi szkody i potem ucieka (a jest takich w Polsce sporo, mam na myśli np. stłuczki parkingowe) to jest zwykłym cieciem i jak sądzę nasze szanowne grono nie ma w swoich szeregach nikogo takiego.
Ostatnio odezwał się do nas pan Andrzej Kotarski (Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Astronautycznego), z sugestią spotkania się i odbycia rozmowy.
Oczywiście ochoczo zgodziliśmy się na spotkanie ale na razie nie ma odzewu, i trochę nie wiemy o co chodzi.
Miniejsza o to. Nikt z nas nie ma ochoty, czasu i pieniędzy aby odwalić za resztę robotę założenia stowarzyszenia.
Jeśli doszłoby do spotkania, to może dałoby się prowadzić nasze prace rakietowe pod egidą PTA

Odpadłaby wtedy cała procedura zakładania nowego stowarzyszenia, zapłaciłoby się składki w PTA i w ich imieniu starało o zgodę na jakieś większe loty. Może nawet jakiś ubezpieczyciel zrobiłby specjalne ubezpieczenie. Rzecz jasna gdyby się zgodzili...
Czy, jeśli dojdzie do rozmowy, zaproponować taki scenariusz
pzdr